Podsumowanie – Nowy początek czy koniec… ?

Okres przedświąteczny i Sylwestrowy powinien być czasem wypełnionym radością, szczęściem oraz ciepłem rodzinnym, jednak mnie skłania głównie do refleksji. Wprowadza w nastrój spokoju, ciszy, samotności i melancholii. Koniec roku jest swoistym bilansem porażek oraz wzlotów. To chwila, kiedy zwalniam, zatrzymuję się i zastanawiam nad popełnionymi błędami, zerwanymi więziami, spalonymi mostami, niespełnionymi miłostkami, niezrealizowanymi planami, celami oraz marzeniami… Zadaję sobie wiele pytań, na które tak naprawdę nigdy nie poznam jednej, właściwej, trafnej odpowiedzi. Skrupulatnie analizuję z kim powinnam dalej się przyjaźnić, od kogo warto wciąż odbierać telefon, jakimi ludźmi się otaczać, a wreszcie komu zaufać? Biję się z myślami, gdzie ulokować swoje uczucia. W pasji, pracy czy może miłości? Jaką ścieżką podążyć , aby osiągnąć spokój ducha? Co uczynić, by wreszcie pogodzić się sama z sobą i nie nazywać siebie niewystarczająco dobrą. Czym się kierować dokonując kluczowych wyborów? Odwieczna, nierozstrzygnięta potyczka serca z rozumem. To równanie ma w sobie tak wiele niewiadomych… Ach, życie kocham Cię i nienawidzę.
Rok 2017 nie był łaskawy. Obfitował w ogrom cierpienia, bólu oraz rozpaczy. Bywały dni, gdy miałam już tak serdecznie wszystkiego dość, że nawet nie znajdowałam sił, żeby podnieść się z łóżka. Brak sensu i celu, całkowite poddanie się marazmowi oraz absolutne utracenie wiary na poprawę zaistniałego stanu rzeczy, upadek mający być tym ostatnim, sukcesywnie popychało do złamania własnej róży życia. I nagle zupełnie niespodziewanie pojawiał się na mojej drodze Czarodziej, któremu udawało się wyrwać mnie ze szponów obłędu. Postaci się zmieniały, lecz mianownik pozostawał niezmienny – krótkotrwałe, kruche przymierze. Nie powinnam narzekać, ponieważ w kryzysowych sytuacjach nie byłam sama, ale kiedy razem stawialiśmy czoła przeciwnościom losu, przegrywaliśmy z palącą samotnością, która następowała tuż po. Rozstania były różne jedne należały do wybuchowych i gniewnych, inne spokojne za porozumieniem stron. Tak naprawdę nie istotne, jakie były, a co za sobą pozostawiały. Wspomnienia, delikatne zadraśnięcia, rozognione rany, głębokie blizny, rozczarowanie. Każdy z tych epizodów odcisnął na moim ciele niezbywalne piętno zawodu, rozgoryczenia oraz tęsknoty. Czekam na bacznego obserwatora, który będzie potrafił nie tylko odczytać tę mapę smutku, ale również zechce ją poznać oraz zrozumieć raz na zawsze przepędzając bezwzględne demony.
Na bezkresnym morzu przykrości czasami na horyzoncie pojawiały się malutkie wysepki zadowolenia. Robiły psikusy materializując się wedle uznania, znikając bez uprzedzenia, chowając z innymi, żonglując swoimi nazwami i nieustannie zmieniając położenie. Do niektórych udawało mi się dopłynąć, wielu musiałam pozwolić odejść, czasami byłam zmuszona wybierać, nieliczne łatwo zdobyłam i równie szybko straciłam. Dumnie wypinając pierś prezentuje światu swoje trofea : kariera, którą zdobyłam z tak wielkim trudem oraz wysiłkiem, samorealizacja stanowiąca filar mojego jestestwa, akceptacja swoich wad, zalet i ograniczeń, odzyskanie dawno utraconego szacunku do własnej osoby, odnalezienie na dnie zszarganych resztek godności, osiągnięcie idealnie harmonijnego spokoju ducha, ale nie wszystko miało tak wspaniałe zakończenie, ponieważ rozwiały się moje marzenia, by wyciągnąć rękę i doścignąć marzenia. Przekroczyłam cienką granicę szeroko rozumianej moralności. Pogodziłam się z barierami, jakie roztacza nade mną moje ciało oraz nieprzewidywalna płomienna miłość krucha i ulotna niczym piórko na wietrze.
Popełniłam całe tsunami błędów, przestałam liczyć, jak wiele razy się potknęłam i upadłam, lecz zawsze udawało mi się podnieść. Nie wiem czy to za sprawą mojego Anioła Stróża czy może bliżej nie określonej kosmicznej energii, ale co to ma za znaczenie.
Wciąż tutaj jestem.

Narobię pewnie jeszcze sporo głupot, ale żadnej z dotychczasowych nie żałuję. Cieszę się dniem dzisiejszym, jakby jutro miało nigdy nadejść…

podsumowanie nowy początek czy koniec

Opublikowano życie | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Ten Jedyny

Jaka liczba partnerów seksualnych kobiety 20, 30, 40 letniej jest akceptowana przez społeczeństwo oraz mężczyzn? Kiedy przekracza się granicę zmysłowej, wyrafinowanej kochanki na rzecz taniej dziwki? Kto ustala te normy i limity ? Czy płeć jest kluczowym czynnikiem? Dlaczego w XXI wieku wyemancypowane Białogłowe nie mają prawa robić we własnej sypialni tego, co chcą i z kim? Z jakiego powodu wciąż muszą się ukrywać przed czujnym okiem Wielkiego Brata, bezwzględnej opinii loży szyderców albo obywatelskim szykanom? Przecież wszyscy chcieliśmy równości, a skoro tak już się stało to zaakceptujmy ją. W każdym calu. Nie tylko w dogodnych nam przypadkach. Bierzmy odpowiedzialność starając się nie rzucać kamieniami zbyt szybko…
***

 

Darek ma 44 lata. Jest wiecznym kawalerem. Od zawsze uwielbiał dobrą zabawę, dyskoteki i różnego rodzaju wymyślne kolorowe używki. Koneser kobiecego ciała oraz wdzięków. Piotruś Pan nigdy nie mający chęci na stały związek i bliższą relację. Nie pozwalający żadnej Białogłowej zbliżyć się do swojego serca. Zimny, jak lód. Kulturalny, lecz niedostępny. Zdystansowany. Doskonale znający kobiecą psychikę. Mistrzowsko rozgrywający akcję damsko – męskich potyczek. Z łatwością zdobywający kolejne bazy spełnienia. Jego podboje bywały raz spontaniczne, a innym skrzętnie zaplanowane. Zaliczał panienki bez opamiętania oraz umiaru. Uwielbiał wciąż zmieniać partnerki, które gościły w jego łóżku zaledwie jedną noc. Bywał ciepły, czuły i namiętny… Na chwilę. Traktował je, jak pluszowe zabaweczki. Wśród kolegów uchodził za Boga, który na wieczornych spotkaniach przechwalał się przed kolegami kolejnymi podbojami oraz coraz młodszymi blond – rudymi zdobyczami. Mężczyźni go podziwiali. Płeć piękna nienawidziła. W towarzystwie patrzono na niego z pogardą lub szacunkiem. Nalepiono mu łatkę żigolaka. To pozytywna ocena. Pożądane zachowanie. Cenione.

 

Tej jedynej w jego życiu nie było… Co z tego… I tak uszanowano ten wybór…

 

***

 

Aśka była przebojową, tak zwaną ryczącą 40. Jej termin ważności zaraz upłynie i ona bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Korzysta, jak może nieustannie zmieniając kochanków niczym rękawiczki jednorazowego użytku. Wybiera sobie w granicach pełnoletniości młodziutkich chłopców, którzy zaspokajają jej mocno nadszarpnięte poczucie własnej wartości. W najbliższym środowisku jest spalona, dlatego wybiera się na łowy w coraz odleglejsze rewiry. Stara się być incognito. Mówić jak najmniej o sobie, a najlepiej wcale nie podawać imienia. Co noc zmienia tożsamość. Wymyślając kolejne kreacje. Ma świadomość, że gdyby powiedziałaby prawdę to nikt, by jej palcem nie tknął. Została wyklęta, ponieważ lubiła nieustannie zmieniać partnerów. Poniżano ją, bo miała inne podejście, co do moralności, życia i świata. Nazywana dziwką. Obgadywana, ale nadal wierna sobie oraz wyznająca własne zasady. Będąca wolna i niezależna. Mająca nowoczesne poglądy, które są niedopuszczalne dla ludzi. Kuguażyca…

 

Nie znalazła miłości… Nie chciała jej… Stara panna

 

Mentalność jest kształtowana i przekazywana z pokolenia na pokolenie. Tylko od nas zależy czy potrafimy być tolerancyjni oraz otwarci na nowości…

ten jedyny

Opublikowano życie | Otagowano , , , , | Skomentuj

Słodki sponsoring

Wiele kobiet coraz częściej, zaczęło traktować własne ciała, jako narzędzie pracy. Nauczyło się podczas erotycznych schadzek wyłączać odczuwanie i skutecznie zagłuszać wszelkie emocje. Zasada nie angażować się pomaga uniknąć zbędnych problemów. Za to nienaganna aparycja oraz łóżkowa ekwilibrystyka stały się kluczowymi czynnikami podnoszącymi wartość oferowanej usługi. Miłym aczkolwiek nie koniecznym dodatkiem są: intelekt, finezja, kurtuazja, sztuka uwodzenia czy maniery. Tutaj wszystko jest proste i odgórnie ustalone. Płace – wymagam. Relację damsko męską sprowadzono do czystego fizycznego aktu. Wyzutego z czegokolwiek poza zwierzęcym popędem oraz żądzą spełnienia. Rzadko zdarza się, by klient chciał po prostu porozmawiać albo cieszyć się z towarzystwa oraz bliskości drugiej osoby. Strony wydają się być zadowolone z takiego układu. Akceptują jego wady i zalety. Nie zadając zbędnych pytań oraz nie szukając nie potrzebnych odpowiedzi. Żyjąc od jednej niezapomnianej chwili do następnej…

 

Zastanawia mnie, gdzie zatraciła się moralność, szacunek, emocje, czułość i przede wszystkim miłość? Jak można, na co dzień funkcjonować w taki sposób? Jak spojrzeć na siebie w lustrze tuż po? Nie wiem…

 

***

 

Ewa wychowała się w pod warszawskiej wsi, w domu dziadków. Rodziców nie pamięta, ponieważ odeszli zbyt wcześnie. Pamiątką po nich jest zaledwie kilka zniszczonych fotografii oraz ślubny komplet porcelany. Dziewczynka od małego marzyła o porzuceniu gospodarstwa babci Celiny na rzecz poznania wielkiego świata. Chciała zasmakować splendoru i uroków tętniącego życiem miasta, znanego dotychczas jedynie z czarno białego ekranu. Skrupulatnie dążyła do celu osiągając celujące wyniki w szkole, które później zapewniły jej uniwersyteckie stypendium oraz socjalne dofinansowanie. Z jedną wyświechtaną walizką, biletem w dłoni i z uśmiechem na ustach wyruszyła, by złapać swój amerykański sen.

 

W akademiku nie była popularna. Trzymała się na uboczu, wciąż z nosem w książkach. Z uwielbieniem oraz nutką zazdrości wpatrywała się w grupkę starszych koleżanek stylowo ubranych, zadbanych i wiecznie otoczonych wianuszkiem przystojnych adoratorów. Ich dumne zachowanie oraz pewność siebie wzbudzały u Ewy niepohamowany podziw. Myślała, że nigdy nie będzie taka, jak one… Myliła się… Skrywana drapieżność i wyuzdanie czekały tylko na odpowiedni moment, aby się ujawnić.

 

Przepustką do zakazanego raju okazała się nauka. Intelekt oraz pracowitość nastolatki znalazły uznanie wśród uczelnianej elity. Najpierw odrabiała zadania, pisała prace, pomagała w przygotowaniach do egzaminów, aż w końcu została zaproszona na pierwszą imprezę z alkoholem i chłopcami. Ewa śmiała się, tańczyła i bawiła, jak nigdy dotąd. Niesamowita noc zdawała się trwać wiecznie. Kiedy wychodziła z baru z tłumu wyłoniła się Anastazja, królowa trzecioklasistek. Bez słowa wręczyła jej tajemniczy liścik:

 

„Jeżeli chcesz przestać być niewidzialną przyjdź jutro o 21.00 do Książęcej.

 

A.”

 

Zaskoczona, ale szczęśliwa stawiła się w ekskluzywnej restauracji. Usiadła naprzeciwko mentorki i z zapartym tchem oczekiwała rozwoju sytuacji.

 

- Podoba Ci się, jak wyglądam i się ubieram. – Zapytała enigmatycznie Anastazja.

 

- Naturalnie. – Szepnęła zdenerwowana Ewa.

 

- Ty również możesz taka być…

 

- Naprawdę? – Odparła z niedowierzaniem w głosie.

 

- Tak, chętnie pomogę w Twojej przemianie i znalezieniu idealnego sponsora.

 

- Sponsora?! Ale… – Ewa prawie krzyknęła.

 

- Nie ma żadnego, ale w sobotę masz umówione spotkanie. Chyba, że nie masz ochoty być jedną z nas?

 

- Oczywiście, że chcę, ale…

 

- Więc nie marudź. Jutro fryzjer, kosmetyczka i zakupy. Nie mamy chwili do stracenia. Jeżeli masz mu się spodobać. Poręczyłam za Ciebie. – Ucięła na odchodnym Anastazja.

 

Od samego rana uwijały się, jak w ukropie idealna sukienka i szpilki, perfekcyjny makijaż oraz manicure, kusząca bielizna i obowiązkowa depilacja woskiem… Ledwie zdążyły. Nadeszła pora „randki”. Królewicz podjechał białym BMW pod wejście akademika. Przyjaciółki pozieleniały z zazdrości, a firanki w pokojach zdawały się fruwać w powietrzu. Szarmancki Adam, biznesmen po 50, kulturalnie wysiadł i opiekuńczym gestem odtworzył drzwi przed wystraszoną Ewą.

 

Nastrojowa kolacja przy świecach. Kilka drinków dla kurażu. Pierwsze pocałunki w samochodzie. Namiętne pieszczoty w windzie. Były początkiem koszmaru. Adam w jednej chwili zmienił się diametralnie. Nagle stał się wulgarny i agresywny. Nie interesował go jej ból ani słowa protestu. Kochanek po wszystkim nawet nie uraczył Ewy spojrzeniem. Gestem wskazał drzwi. Rekompensatą za cierpienie była biała koperta pozostawiona na nocnym stoliku.

 

Tej nocy dziewczyna zyskała szacunek wymagających, zepsutych koleżanek i przekonała się, jak można zarobić duże pieniądze. Ze spotkań czerpała tylko korzyści materialne. Pogodziła się z instrumentalnym traktowaniem, ponieważ odpowiadało jej życie na wysokim poziomie: markowa odzież, zagraniczne wypady, całonocne melanże.. Nie ważne, jaką cenę musiała za to zapłacić. Na własnej skórze poznała poniżenie. Niżej upaść nie mogła… Na własne życzenie oddała swoją dumę i honor za nic nie warte przymioty…

 

***

 

Dorota jest już dobrze po 30, ale wciąż z pasją odwiedza wrocławskie kuluary w poszukiwaniu kolejnych zdobyczy. Na celowniku są panowie w wieku jej ojca, a nawet odrobinę starsi, zamożni, doskonale usytuowani, co najważniejsze żonaci i łaknący dyskrecji. Z jej strony mogą oczekiwać spełnienia najbardziej frywolnych fantazji. W branży działa od wielu lat i należy do najlepszych w swoim fachu. Do tanich się nie zalicza, ale wystarczy spytać kolegów czy jest warta swojej ceny…

 

Po 18 latach pracy nie sądziła, że cokolwiek może ją jeszcze zaskoczyć. W piątkową noc była umówiona z nowym amantem. Była zszokowana, że mężczyzna chce ją najpierw zaprosić na drinka, poznać się i porozmawiać, a dopiero później przejść do czegokolwiek.

 

Bastian nie miał doświadczenia z kobietami do towarzystwa. Nie wiedział, co powinien mówić, jak się zachować, czego oczekiwać. Był nieśmiały i niepewny siebie. Potraktował to ustawione spotkanie, jako normalną randkę z bardzo atrakcyjną kobietą. Nie naciskał ani nie nalegał. Cieszył się, że może spędzić wieczór z tak interesującą i ciekawą kobietą. Zapłacił horrendalną sumę za jeden pocałunek, lecz wcale tego nie żałował.

 

Spotykali się coraz częściej. Na poranny spacer z psami po parku, popołudniowy seans w kinie, zakupy, posiłki… Dorota zaczęła w pewnym momencie zastanawiać się, co jest z nią nie w porządku. Dlaczego ten facet tak się ociąga? Może naprawdę mnie lubi? Nie żartuj sobie – zganiła się w duchu.

 

Zauroczony mężczyzna zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę. Zaprosił swoją wybrankę na weekendowy wyjazd w Alpy. Zgodziła się bez wahania. W ciągu dwóch dni przeżyli niesamowitą przygodę. Kochali się, przytulali, całowali, poznawali swoje ciała i dusze. Bastian dzięki swojemu uporowi i delikatności zdołał obudzić w Dorocie czułość oraz nieodpartą potrzebę bliskości. Był pierwszym, który nie tylko z przyjemnością ją rozbierał, ale również ubierał.

 

Wystarczyła odrobina dobroci, by raz na zawsze skruszyć lód otaczający serce kobiety, która dawno temu zwątpiła w ludzi i magię uczuć.

 

 

Swoje życie możemy zmienić w dowolnie wybranym momencie, a nawet zszargane resztki godności uda się odbudować na nowo. Wystarczy znaleźć siłę, by przezwyciężyć przeciwności, a przede wszystkim strach przed nieznanym, innym, lepszym jutrem… Bez białych kopert…

slodki sponsoring

Opublikowano życie | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Głupie serce

 

Czy można kogoś kochać zbyt mocno…? Nie… Tak… Możliwe… Nie wiem… Zdania w tej kwestii są podzielone. Sporom nie ma końca. Mądrych wciąż przybywa, a konflikt nabiera rumieńców. Jedna słuszna odpowiedź nie istnieje. Każdy przypadek, każda miłość pomiędzy dwojgiem ludzi jest unikatowa, dlatego nie powinno się jej pod żadnym pozorem szufladkować, nadmiernie przyglądać pod lupą, rozkładać na czynniki pierwsze ani na siłę upychać w oklepane schematy. Zakochanie to stan wyjątkowy, szalony, a zarazem nieprzewidywalny i durny. Rządzący się swoimi prawami, zasadami, moralami. Kierujący się przede wszystkim brakiem logiki. Dobre rady przesłania zdradzieckie widmo różowych okularów. Dopiero coś naprawdę tragicznego może wyrwać z tęczowego marazmu.

 

 

***

 

Pamiętam, kiedy pierwszy raz w gniewie rzucił we mnie pustą butelką – wspomina Ania. Miałam wtedy niespełna 16 lat. Byłam młodziutka i naiwna. Wierzyłam jeszcze w szczerość, dobroć oraz bezinteresowność ludzi. Szłam drogą wytyczoną przez ideały, empatię i uczucia. Za wszelką cenę pragnęłam być kochana. Duży błąd – dodaje. Nie powinnam godzić się na akty przemocy. Nie powinnam wierzyć łzom oraz słowom skruchy. Nie powinnam ufać czczym obietnicą, ponieważ po przekroczeniu pewnych granic nie ma już odwrotu. Teraz to wiem. Zbyt długo dawałam mu ciche przyzwolenie. Zielone światło dla agresji. – Stwierdza zamyślona dziewczyna.

 

Chce opowiedzieć historię, którą od zawsze zamiatałam pod dywan – zwierza się nastolatka. Okłamywałam rodzinę, oszukiwałam znajomych, mamiłam wszystkich wstydząc się przyznać, że mój chłopak podnosi na mnie rękę. Bałam się usłyszeć od najbliższych prawdę. Wciąż się obwiniałam. Nieustannie przepraszałam za zadawany ból i poniżenie. Niesłusznie. Niech ta Prawdziwa opowieść będzie przestrogą dla kobiet zaznających, na co dzień domowego gnębienia oraz inspiracją dla innych, by znaleźli w sobie dość sił żeby uwolnić się od bezdusznego tyrana.

 

To lato zapamiętałam, jako jedno z najpiękniejszych. Wypełnione szaleństwami, ogrzewane słonecznymi promieniami, tak pełne nas… – rozmarzyła się Anka. Koleżanki zazdrościły mi starszego, bardziej doświadczonego, pewnego siebie mężczyzny. Nikt, by się nie spodziewał, że zazwyczaj szarmancki i opiekuńczy Borys w jednej chwili przeobraża się w despotycznego potwora. Alkohol budził w nim najgorsze instynkty. Bajkowa sielanka szybko ustąpiła miejsca tsunami cierpienia. Po coraz częściej powtarzających się „incydentach” skruszony kalał się na kolanach błagając o wybaczenie i zarzekając się, że to ostatni raz. Sporo było tych ostatnich razów zanim Anka przejrzała na oczy oraz zrozumiała, iż jej wyśniony rycerz jest po prostu damskim bokserem.

 

Latami czekała na zmianę w zachowaniu narzeczonego. Dźwigała na swoich barkach ogromny ciężar zniewag i upokorzeń, które kuły zdecydowanie mocniej niż siniaki. W duchu liczyła, że jeszcze uda się ten związek uratować. Walczyła o dawno pogrzebaną na cmentarzysku wspomnień miłość. Przegrała, ponieważ nie potrafiła kochać za dwoje.

 

Mroźnego poranka obudziła się, po sylwestrowej nocy pełnej wrażeń, cała obolała. Poszła do łazienki i spojrzała w lustro. Ujrzała półprzymknięte fioletowe oko, rozcięty łuk brwiowy oraz stróżkę krwi w kąciku dolnej wargi. Przeraził ją własny widok. Skulona usiadła na kafelkach, ukryła twarz w dłoniach i się rozpłakała. Nie wie ile czasu spędziła rozmyślając, ale kiedy wstała wyczuwało się w niej pewną zmianę. Wystawiła walizki ukochanego, zmieniła zamki i numer. Więcej się nie spotkali…

 

Jestem teraz sama, a pomimo to tryskam szczęściem i energią. Znalazłam pracę, w której się realizuję oraz nowe hobby – opowiada z pasją dziewczyna. Skupiam się na sobie i przyszłości rysującej się w pastelowych barwach. Bez krzyków, awantur i księcia w czarnej zbroi.

 

 

***

 

Eryk od dziecka marzył o beztroskim życiu, gromadce pociech i wybrance będącej jego dopełnieniem. Sądził, że Aldona jest właśnie tą jedyną. Kobietą, na którą czekał. Zakochał się w tej ognistej pełnej temperamentu brunetce. Pragnął zapewnić jej dostatni byt. Spełniał każdą najdrobniejszą zachciankę. Był na skinienie palca, lecz wysiłki Eryka były według Aldony nie wystarczające, a pensja nadal zbyt niska. Jej wymagania wciąż rosły, natomiast lista oczekiwań zdawała się nie mieć końca. Mężczyzna brał w pracy nadgodziny, żeby tylko jego królewna była zadowolona. Wyczerpany spotkaniami i pertraktacjami z klientami, jak na skrzydłach wracał do domu, który przecież miał być ich wspólną cichą przystanią. Zamiast uśmiechu witał go grymas na twarzy małżonki. Z kieliszkiem w dłoni od wejścia rozpoczynała tyradę. Z prędkością karabinu maszynowego wypluwała z siebie siarczyste epitety. Lżyła go bez opamiętania. Kochanie zostało zdegradowane na kapcia i nieudacznika. Tylko z powodu córki mężczyzna dzielnie znosił humory żony i starał się, by mała Antosia pozostała jak najdłużej w błogiej nieświadomości o faktycznym stanie relacji rodziców.

 

Aldona piła coraz więcej. Zdarzały się dni, gdy zaczynała poranek nie śniadaniem, a krwawą mary. Nie miała ochoty zajmować się dzieckiem, bo depresja nie pozwalała jej na normalne funkcjonowanie. Była obojętna na lamenty Antosi, a Eryk został oficjalnie zdetronizowany do roli bankomatu.

 

Pozwalałem sobie skakać po głowie żeby mała mogła się wychowywać z obojgiem rodzicieli. Bez sensu zwlekałem z rozwodem i udawałem, że wszystko jest w najlepszym porządku. Może gdybym wcześniej się otrząsnął to oszczędziłbym Antosi przykrości oraz widoku wiecznie pijanej matki. – Wścieka się Eryk.

 

Od 3 lat samotnie wychowuje córeczkę. Sąd przyznał mu wyłączne prawa do opieki. Aldona została skierowana na przymusowy odwyk.

 

 

Za ścianami ilu mieszkań regularnie rozgrywa się tego typu dramat? Jak wiele kobiet/mężczyzn z bezsilności i strachu godzi się na fizyczne lub psychiczne represje? Co który maluch nosi na sobie piętno rodzinnych potyczek?

 

Są ich miliony, a cierpienie odzwierciedlają spojrzenia. Jedni postanowili walczyć, inni dawno się poddali nie mając nawet sił, by z dna pozbierać zszargane resztki własnej godności. Wyrwane serca wyrzucili do najbliższego śmietnika, bo kochać nie chcą już nigdy…

głupie serce

Opublikowano życie | Otagowano , , , , , | 2 komentarzy

Droga konia

Byłam już zawodniczką, mentorką, organizatorką hipicznych imprez i instruktorką jazdy konnej, lecz w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że obrałam nieodpowiedni kurs. Dni zlewały się ze sobą wypełnione treningami oraz prowadzeniem zajęć. Pokazywałam uczniom, jak powinni kontrolować własne wierzchowce, ale czegoś mi brakowało. Wciąż czułam pewnego rodzaju pustkę. Wracałam pamięcią do zdjęć i rysunków z dzieciństwa. Patrzyłam na małą dziewczynkę, którą od zawsze łączyła niespotykana bliskość, z tymi pełnymi gracji stworzeniami. Na fotografiach widziałam ogromną delikatność oraz ufność, jaką hojnie ofiarowywali mi nasi Mniejsi Bracia. Zapragnęła powrócić do tamtych chwil. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, czego możemy się nauczyć od koni, zamiast – czego można je nauczyć. Zgłębiałam fachową literaturę, poznając ludzi, dla których bat i przemoc nie istniały, a największą świętością były więź i wzajemny szacunek.

 

Klaus Ferdinant Hempfling jest wyjątkowym człowiekiem. Na swoich warsztatach opowiadał adeptom o mitach oraz legendach dotyczących antycznej mądrości i synchronizacji dwóch światów. Mówił o tym, co było i jest konieczne przy połączeniu się z rumakiem. Wyjaśniał, z jakiego powodu praca z tymi stworzeniami może być bezduszna i prowadzi do wielu nieporozumień oraz frustracji. Nasi przodkowie wierzyli w tak zwany świat realny, który widzimy, dotykamy i taki, gdzie królują marzenia, symbole. Między nimi jest jedynie cienka granica – koń. Uczula innych, by najpierw poszukali problemu w sobie, a dopiero później w zwierzęciu. Zwraca szczególną uwagę, aby działania zwiększały energię, zaufanie i samoświadomość w pozytywny sposób. Porównuje te szlachetne stworzenia do oceanu, z którym musimy dojść do idealnej harmonii. Tłumaczy, że konie odzwierciedlają w nas to, co powinniśmy poprawić, ponieważ te niedoskonałości są naszymi największymi wrogami, a najcięższym wyzwaniem jest zanurzenie w głąb siebie.

 

Kolejnym z zaklinaczy jest kowboj z Colorado, Mark Rashid. Skupił się on na pasywnym przywództwie, subtelności oraz istotnej roli wyciszonego umysłu. Przewodnika stada możemy nazywać szefem lub osobnikiem alfa. Wielu ludzi uważa, że jest to wzór, który konie chcą naśladować. Obserwując zachowanie, relacje oraz więzi w stadzie z łatwością go dostrzeżemy. Przeważnie jest samotny i oddalony od reszty, ponieważ inni nie mają ochoty z nim przebywać. Generalnie jest to starsza, doświadczona klacz. Ogiery przychodzą i odchodzą natomiast klacze niezmiennie pozostają razem. Szef nie musi być dominujący, lecz taki, na którym można polegać. Zaufanie jest najważniejsze, bo to właśnie dzięki niemu koń jest z nami w zgodzie oraz staje się łagodny. Subtelność jeźdźca lub konia pochodzi z wnętrza natomiast lekkość jest czynnikiem zewnętrznym, który możemy wypracować poprzez trening. Dzięki lekkości wszystko, co wytrenowaliśmy jest dostępne, gdy inne sprawy idą w porządku za to opanowując subtelność osiągalność mamy praktycznie cały czas. Określana przez Japończyków mianem Mizu no Kokoro, czyli umysł będący stojącą wodą. Nie jest to prosta ani krótka alternatywa, ale w imię przyjaźni warto podjąć trud.

 

Alexander Nevzorov pozwala wierzchowcom wyrażać się w naturalnym zebraniu, tak jak to robią na wolności. W pracy nie korzysta z żadnej formy przemocy, siły czy ograniczenia ruchu. Wyznaje absolutną swobodę. Istoty jest fizjologiczny wpływ, jaki wywiera na konia nasza obecność. Kluczowym czynnikiem ich zrozumienia jest nie sprawianie im fizycznego dyskomfortu ani bólu. Aby trenować z Rosjaninem należy porzucić wszelkie wędzidła, zawody i to, co nie leży w najlepszym interesie zwierzęcia. Włączając zaniechanie jazdy na przynajmniej rok, żeby nawiązać trwałą więź oraz pozwolić uszkodzonemu grzbietowi na regenerację. Przyglądając się jego wierzchowcom widzę, iż odnalazł inną drogę, a jego latające na niewidocznych skrzydłach pegazy należą do jedynych w swoim rodzaju.

 

Pustelniczka Linda Kohanov namawia, by doświadczać rzeczy z perspektywy konia oraz wykorzystywać emocje, jak język. Z powodu kontuzji jej arabska klacz była praktycznie wyłączona ze sportowych wyzwań, co skłoniło kobietę do znalezienia innej ścieżki porozumienia z Rasą. Spędzały długie godziny na wycieczkach po piaskach, byciu razem na pastwisku, poznaniu się czy wspólnym lenistwie. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że pełnie porozumienie niekoniecznie wiązać się musi z jazdą. W oparciu o własne doświadczenia doszła do wniosku, że emocje przypominają podróżujące w przestrzeni dźwięki, a dla naszych Mniejszych Braci są dialektem.

 

Kolejną osobą rozumiejącą konie jest Carolyn Resnik z Południowej Kalifornii. Kobieta znalazła sposób żeby nie tylko połączyć się z rumakiem, ale taki, który sprawiał również, że konie ją pokochiwały. Uważa, iż zamykając zwierzę w boksie odbieramy mu tym samym wszelkie zajęcia związane z życiem w stadzie, dlatego właściciele powinni starać się je zaspokoić. Stado zajmuje się w zasadzie dwoma rzeczami: dzielenie się przestrzenią nie robiąc nic albo bycie razem robiąc coś. Zrównoważenie tych czynników prowadzi do wewnętrznego spokoju. Chwile spędzane w stajni to za mało. Nie bójmy się iść na padok i poprzebywać z koniem. Dając mu do zrozumienia: „Przyszłam tutaj żeby z tobą pobyć”. Muzyka jeszcze mocniej scementowała oraz zbliżyła Carolyn do koni. Pracując z nimi zauważyła, że one też słuchają melodii. Wierzchowce uwielbiają być w harmonii, zgodzie oraz dopasowywać się do naszego ruchu, dążąc do poczucia bezpieczeństwa w społeczności. Robią tak również między sobą, ponieważ sprawia im to przyjemność. Patrząc na ludzi widzimy podobną zależność, tańcząc razem łączymy się w ruchu, co przynosi nam zadowolenie.

 

Przemoc jest zdecydowanie łatwiejsza, ale nie przynosi efektów. Kontrola za pomocą bólu nie jest rozwiązaniem, lecz ślepym zaułkiem niepozwalającym na subtelne porozumienie, które uzyskujemy stopniowo krocząc na własnych nogach. Wędzidła oraz wszelkiego rodzaju patenty zostały wymyślone z powodu lęku przed końmi, strachem i brakiem wiary w inteligencję tych stworzeń. Przez wieki traktowano je niczym maszyny, które nie potrzebowały rodziny ani kompanów, które nie miały prawa być szczęśliwe.

 

Spójrzmy na nie takimi, jakie są, a dopiero wtedy zaobserwujemy, że mogą nam zaoferować o wiele więcej niż my im.

 

droga konia

Opublikowano życie | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

Droga do nikąd

Pogrążona w myślach
Zatracam się w najgłębszych
Zakamarkach swej pamięci
Karmię się wyimaginowanymi wspomnieniami
Żyję utraconą przeszłością
Kruchymi chwilami dawnego szczęścia
Momentami, kiedy jeszcze potrafiłam ufać ludziom…

Spuszczona głowa ciąży
Na mych umęczonych barkach
Gdy kroczę krętymi
Ścieżkami wytyczonymi przez fortunę
Z blaskiem halucynacji w
Zamglonych herbacianych oczach
Spoglądam zza szklanego okna
Na świat, który przestał mnie akceptować…

Zgarbione ramiona zbyt
Słabe są, by udźwignąć
Ciężar niszczycielskich lat
Długoletnia niewola i niepewność
Przyzwyczajenie do posłuszeństwa
Wyniszczyły w mojej duszy
Ostatnie ziarna buntu…

Powłóczam zmęczonymi nogami
W nieznanym kierunku
Bez konkretnego celu
Pozbawiona porcelanowych złudzeń
I kryształowych marzeń
Przeźroczyste widmo kiedyś zostawiam
Dla tych, którzy
Kochali dziewczynkę o sarnim wzroku…

Wyruszam w niekończącą się podróż do nikąd, gdzie nie ma miejsca na empatię ani odczuwanie…

droga do nikąd

Opublikowano życie | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Nocne ptaszyny…

Możni Panowie w przyciasnych garniturach
Obwieszeni na pęczki złotem i sygnetami
Bezlitośnie przykleili na naszych twarzach sztuczny uśmiech
Przebrali w dziwaczne kuse sukieneczki
Zapletli urocze warkoczyki z różowymi kokardkami
Umalowali radosnymi tęczowymi farbkami
Zaopatrzyli w absurdalne dziecinne rekwizyty

Mające ukryć nieuchronny bieg czasu

Wpoili specyficzne zasady funkcjonowania ptaszarni
Kodeks, o którym nigdy nie pozwalali zapomnieć
Odebrali tożsamość, przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość
Zakopali marzenia o odzyskaniu wolności

Uzmysłowili okrutną zależność pomiędzy Panem a Towarem

Nauczono nas nie odmawiać przychodzącym
Nakazano bezgraniczną dyskrecję
Narzucono całkowitą uległość
Nałożono nam niezbywalne kajdany
Naznaczono dożywotnim piętnem poczucia niższości

I

Świadomości, że raz utraconej niewinności nikt nam już nie zwróci…

nocne ptaszyny

Opublikowano życie | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Kroki na niebie…

Kiedy dosiada konia
To właśnie wtedy
Czuję się najbardziej
Sobą

Wolną
Doskonałą
Niedoścignioną

Wielu twierdzi, że
Jestem jedynie kolejną
Dziewczynką pozbawioną ambicji
Dzieciakiem

Głupim
Beznadziejnym
Niedojrzałym

Kiedy dosiadam konia
To właśnie wtedy
Odnajduję swój wyśniony
Horyzont

Wirujemy
Upadamy
Latamy
Tańczymy

Tylko My tak delikatnie potrafimy stąpać po niebie…

kroki na niebie

Opublikowano życie | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Love com…

Pośród miliardów samotnych
Ślepym trafem odnaleźliśmy się
Sam najwyższy pokazał Nam
Drogę

Skrzyżował losy
Połączył dusze
Rozpalił serca

Dwa zagubione istnienia
Połączył w niezachwianą całość
Scalił w jeden doskonały
Byt

Rozkochał Ją
Uwrażliwiła Go
Połączyło Ich

Wspólne życie, plany, przyszłość i ta maleńka fasolka…

love com

Opublikowano życie | Otagowano , , , , , | 2 komentarzy

Dożywotnia kara śmierci…

Kiedy podstarzałe dłonie
Pokryte licznymi plamami
Oszpecone przez artretyzm
Naznaczone upływem czasu
Szare, brzydkie, słabe
Obce

Z bezsilności upuszczą
Ostatnie rozpaczliwe pióro
Na tle śnieżnobiałej
Kartki powstanie jedynie
Czarny bezsensowny kleks
Ostatni ślad mojego
Panowania

Zostanę odnaleziona samotna
Opuszczona przez wszystkich
W jakimś bezosobowym
Obskurnym przydrożnym moteliku

Nikt nie zdoła
Poznać miażdżącej prawdy
O moim imieniu
Moim życiu
Skarbach

Ani powodzie ucieczki w nieznane…

dożywotnia kara śmierci

Opublikowano życie | Otagowano , , , | Skomentuj